2. Bilet
Minął tydzień bez sprawdzianów i kartkówek. Jednym słowem: leniwie. Wszyscy już czuli, że zbliżają się ferie i mało kogo obchodziła szkoła. We wtorek, kiedy szedłem do szkoły, był piękny słoneczny lecz mroźny dzień. Stałem na przystanku i czekałem na autobus, gdy powiał silny wiatr. Poczułem, jak podmuch wiatru wyrywa mi z ręki bilet, który zatopił się w białym puchu. Rozpaczliwie rzuciłem się za biletem. Uważnie przeszukiwałem miejsce, w którym ostatni raz go widziałem. Pomimo moich wysiłków bilet wyparował, a autobus właśnie podjechał na przystanek. Podniosłem się z ziemi. Wzruszyłem ramionami zrezygnowany, wskoczyłem do autobusu i wtopiłem się w tłum tak, jak poprzednim razem, gdy jechałem bez biletu. W połowie drogi do szkoły wypuściłem z ulgą powietrze, nie było żadnego kanara. Autobus zatrzymał się na przystanku wypuścił i wpuścił kolejnych pasażerów. Drzwi się zamknęły i ruszyliśmy dalej. Wtedy poczułem rękę na swoim ramieniu.
3. Podróż na gapę
Obróciłem się ostrożnie. Za mną stał starszy człowiek ubrany w pelerynę o intensywnie fioletowym kolorze. Wpatrywał się we mnie, świdrując mnie oczami zza złotych okularów.
– A co to, chłopcze, podróżujemy na gapę? – wypowiedział twardo.
– Proszę pana, to nie jest tak, jak pan myśli! – próbowałem się bronić.
– A jak jest, w takim razie, chłopcze?
– Miałem ten bilet, tylko mi zginął!
– Każdy może tak powiedzieć.
Spuściłem głowę przekonany, że ten dziwnie ubrany kanar, wyrzuci mnie z autobusu. Ku mojemu zdumieniu nie kazał mi wysiąść. Bałem się odezwać, żeby jeszcze bardziej nie pogorszyć swojej sytuacji. W milczeniu dojechaliśmy do czwartego przystanku. Do przejechania zostały mi jeszcze tylko dwa. Ludzie wsiadający i wysiadający z autobusu, przepychali się w drzwiach. Kto miał wsiąść wsiadł, kto miał wysiąść wysiadł i w końcu ruszyliśmy. Ten dziwny człowiek nie patrzył na nikogo innego poza mną, jakby innych pasażerów wcale nie było. Czułem się skrępowany i niepewny, co do zamiarów tego osobnika.
– Jak masz na imię, chłopcze? – spytał nachylając się, a rondo jego cylindra dotknęło mojego czoła.
Przyjrzałem się cylindrowi. Był fioletowy, wąski i wysoki. Trochę powyżej ronda znajdowała się czarna, cienka linia, biegnąca wokół cylindra. Miałem coraz mocniejsze podejrzenia, że to wcale nie jest kanar. Odsunąłem się od niego i nie odezwałem się. Mimo mojego milczenia, nie domagał się odpowiedzi. Wysiadł na kolejnym przystanku. Gdy opuścił autobus, odetchnąłem z ulgą i zerknąłem na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą, stał nieznajomy. Na podłodze dostrzegłem mały zegarek. Przypominał zegarki z dawnych czasów. Ostrożnie podniosłem go. Miał złotą obwódkę, cyfry i wskazówki. Wnętrze zegarka było ciemnofioletowe. Od razu domyśliłem się, kto go zgubił. Zaciekawiony obróciłem go na drugą stronę. Zobaczyłem tam coś, co przyspieszyło bicie mojego serca.
Jeśli miałbym głosować do chcę kolejnych części Nowa 2 :). Może dlatego że Hantona nie zdążyłem jeszcze przeczytać :(.
Szkoda, że ja nie spotkałam takiego kanara…, mój był zdecydowanie bardziej przyziemny. Mam nadzieję, że na odwrocie zegarka nie znajdował się mandat 🙂
Nowa 2 jest OK,ale te tytuły są beznadziejne.Gubię się.Zaczynam czytać Hantona.
Tytuły już są lepsze.
Kategorie po prawej stronie są po to, żeby się nie gubić.
Barco fajne ale dlaczego ten pan się na niego ciągle patrzył ?
Cierpliwości. To się z czasem wyjaśni 🙂
Hanton! Hanton! Hanton!
Wciągnęłam się 🙂
Maciek, tworzysz bardzo ciekawe utwory literackie!!! Czytam i czekam na dalsze!
bardzo fajny serwis. zajrzałam tu przypadkiem, ale chyba będę częściej odwiedzać. pozdrawiam